Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 138 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


"O tej miłości, co nie ubywa"...

poniedziałek, 23 czerwca 2014 20:43

 

Kiedy czytam ten tekst uderzający żarliwością i autentycznością młodzieńczego porywu serca, myślę sobie: jak dobrze, że literatura bywa nie tylko piękna, ale także urocza. I jak dobrze, że choć nie każdy z nas jak wieszcz romantyczny sławny rymuje (co ostatecznie do zbawienia nie jest koniecznie potrzebne), to niejeden przecież jak on z podobną mocą czuje.

 

Bajka o pewnym Panu i pewnej Pani

 

Dawno, dawno temu… chociaż nie tak dawno może,

W dzień słoneczny i piękny, o popołudniowej porze,

Pewien pan bardzo aktywnie spędzał czas nad wodą,

A i pewna pani relaksowała się tam cudowną pogodą.

 

Pan ten jednak do końca jakoś nie mógł się skupić,

Bo urok owej pani jego uwagę próbował zwrócić.

Chyba się udało, gdyż pan nie mógł oka zmrużyć w nocy

I co chwilę we śnie szukał ślicznej pani z całej swej mocy.

 

Wypytywał wszystkich o tę nieznajomą od samego rana,

Bo czuł, że ta dama tylko jego sercu jest właśnie pisana.

I tak mijały dni, tygodnie i miesiące na owej damy szukaniu.

Pan o niczym innym nie marzył, jak tylko o tej pani spotkaniu.

 

I gdy pan już smutny, strapiony stracił nadzieje wszelkie,

To nagle, niespodziewanie, w życiu spotkało go szczęście wielkie.

W tym samym miejscu magicznym i o tej samej południowej porze,

Oczom jego ukazał się obraz tej pani, pięknej jak polarne zorze.

 

Po chwili rozmowy, pan zaskoczony zdziwił się ogromnie.

Okazało się, że pani pana też cały czas szukała skromnie.

I tak oboje się szukali, czując tęsknotę, co w sercu pali,

Choć tak naprawdę się oni prawie wcale nie znali…

 

Tym bardziej historia ta piękna i magiczna się wydaje,

 Że obce serca - jedno drugiemu miłość wieczną i tak wielką daje.

Odtąd ten pan i ta pani są bardzo szczęśliwi,

Codziennie o swą miłość bardzo troskliwi.

 

Czy przypadek to sprawił…? Cóż wcale nie sądzę tak,

Bo to jakby przypadkiem nazwać, że latać umie ptak.

Miłość ta wielka zapisana już dawno była w niebie

I trwać będzie, bo ten pan i pani nie umieją żyć bez siebie.

 

I choć to tylko bajka krótka, to historia całkowicie prawdziwa…

Słodka, szczęśliwa, piękna - (wierzcie lub nie) tak właśnie w życiu bywa!

Więc zanim ktoś powie, że miłość prawdziwa nie istnieje,

Niech tę bajkę o Panu i Pani przeczyta i się dowie - że, owszem, ISTNIEJE.

 

                                                                        Mateusz Biegański

 

Niejako źródłowo dla  wiersza Mateusza przywołuję z pamięci poetę, który ludzki „w sercach ogień romantyczności” umiał z wrodzonym sobie wdziękiem i powabem przetłumaczyć na bliską życiu mowę codzienności. Julian Tuwim - artysta wszechstronny, o dużej skali artystycznego wyrazu, mistrzowsko operujący bardzo zróżnicowanymi nastrojami, o wrażliwości przekonującej w każdej zaaranżowanej przez siebie poetycko okoliczności. Poeta utalentowany najbardziej z całej „programowo” genialnej piątki twórców grupy Skamander, pan nie tylko od „Lokomotywy”, która dla kogóż z nas nie była pożywką dziecięcej wyobraźni i tekstem, jeśli chodzi o wtajemniczenie w poezję, niemal inicjacyjnym. Tenże Julian Tuwim pośród wierszy swoich wielu popełnił był również tekst  bardzo wzruszający prostotą wyrazu i pełen dobrotliwego, życzliwego uśmiechu – takiego, który wydobywa ze zwyczajnych ludzi niebanalność ich uczuć i daje im moc uszlachetniania codzienności. Nie rozmieniając na drobne wielkiej, romantycznej tradycji, Tuwim w wierszu „Colloquium niedzielne na ulicy”  zachował się jako artysta ujmująco. Podjął odwieczny temat miłości, ale jednocześnie z niewymuszonym wdziękiem i lekkością zdjął  z niego koturny patosu, bez uszczerbku dla  zasadniczej materii porzucił też manierę pozowania na śmiertelną powagę miłosnych wyznań, czasem tak nieznośnie przez romantyków uwikłanych w filozoficznie wyabstrahowaną teorię predestynacji. Cuda miłości zdarzają się na ulicy i to bez cienia profanacji.

Nawet jeśli znacie, przeczytajcie:

 

"Pani ma bardzo ładne czerwone usta
Ale zdaje mi się, że są troszeczkę pomalowane.
Co za dziw? Wiadomo, że kobieta - to istota pusta...
Puchu mamy, jak mówi poeta... To przecież znane.

Ale, proszę pani, czy to przeszkadza prawdziwej miłości?
Pani pozwoli, że ją do domu odprowadzę...
Co? Pani nie zawiera na ulicy znajomości?
Nie rozumiem... Ja przecież pani nie zawadzę...

Skąd znam panią? To dobre!
Widziałem, jak z kinematografu
Wychodziła pani zeszłą razą w towarzystwie gości...
Szukałem panią! Jak babcię kocham! A tu trzeba trafu,
Że znowu panią widzę... Co za zbieg okoliczności!

Pani wybaczy, że ja tak mówiłem na pani usta...
Ale, moja pani, w dzisiejszych czasach...
Bo tak - to mi się pani podoba...
Nie lubię, gdy niewiasta jest niesubtelna... Są guściki i gusta,
A pani to w sam raz... Przepraszam, po kim ta żałoba?

Szanowny tatuś pani powiększył grono aniołków!
Co za nieszczęście! Proszę pani, a kto wspomaga matkę?
Stryjo? No, no... Może pani przyjmie ten bukiecik fiołków?
Może wstąpimy razem na herbatkę?"

 

Dobrze, że literatura bywa i piękna, i urzekająca…   

 

On - ma w sobie świeżość i moc uczucia, którego w najmniejszym stopniu nie niweczy nieporadność słów i nieśmiałych gestów, najwyraźniej wyznaje miłość pierwszy raz, choć czytał o niej wiele i dowiadywał się od największych znawców, poetów natchnionych romantyzmu. Mistrz samorodny faux pass, z których każde kolejne rozbraja nieoczekiwanie bombę obcości i nieufności. Z zasady onieśmielony i onieśmieleniem własnym zakłopotany, ale wytrwale szuka ("Szukałem panią!) i kiedy już znajduje, wie, że trzeba postawić wszystko na jedną kartę prawdziwej miłości. Ona leczy nieśmiałość.                 

Ona – dla niego „jak w sam raz”, usta ma wprawdzie troszeczkę pomalowane, ale przecież wie (i dobrze!), że zasadniczo nie zawiera się znajomości na ulicy. Intensywnie odczuwa potrzebę bliskości kogoś, kto przejąć się będzie umiał nie tylko tym, że jej „szanowny tatuś powiększył grono aniołków”. Stopniowo rezygnuje z tonu etykietalnego i ociepla atmosferę, bo w chwili jedynego w swoim rodzaju olśnienia czuje całą sobą, że ten właśnie nieśmiały mężczyzna, „przypadkowo” spotkany („co za zbieg okoliczności!”) i wyposażony akurat w bukiet fiołków specjalnie i tylko dla niej (co za traf!), jest także „jak w sam raz”. Fiołki przyjmie i na herbatkę się zgodzi – teraz i na całe życie.

"Jak babcię kocham!", trzymam kciuki za to wielkie uczucie zwykłych ludzi pośród małych spraw codzienności. Razem  z Tuwimem uśmiecham się do nich serdecznie.

 

 

         

          źródło: https://www.youtube.com/watch?v=yqBROHbpDfI

 

 

 

 

 

 

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Człowiek - to brzmi paradoksalnie...

sobota, 24 maja 2014 19:19

 

    Powieść B. Prusa pt. "Lalka" zwykle odbierana jest w sposób dosłowny, bez tzw. ''wniknięcia'' w szczegóły i detale. Mówi się, że to obraz społeczeństwa podzielonego czy też przykład tego, jak kobieta działa na mężczyznę, a nawet przedstawienie przemijania dawnej epoki, jej wartości i ideałów. Mało kto, odnajdując dzieło w czasach pozytywizmu, szuka w nim filozoficznego przesłania. Szkoda, bo jest to wielka strata i odebranie sobie szansy znalezienia odpowiedzi na ważne pytanie: ''co to jest człowiek i czym jest jego istnienie?''

   Pisarz pierwsze określenie istoty człowieczej oraz jej roli zawarł w opisie zabawy Ignacego Rzeckiego sklepowymi lalkami. Za sprawą starego subiekta ukazuje się pierwszy szkic definicji fenomenu ludzkiego, a przez przemyślenia postaci autor dochodzi do wniosku, że życie to tylko gra. Widoczny topos theatrum mundi warunkuje, czym jesteśmy. Ukazuje człowieka jako bezmyślną marionetką, która będąc igraszką w rękach losu, rani innych, rujnuje ich życia niczym okrutne stworzenie. Jego wysiłki są głupie i puste, a czyny, napędzane ''bezmyślną sprężyną'', nie mają większego znaczenia. Ruch nakręcanych kukiełek uświadamia przypadkowość i ułomność życia, z którą ciężko jest się pogodzić.Z tych wszystkich refleksji formuje się obraz istoty słabej, niegodnej uwagi, bez wpływów, której życie i dążenia są tylko kroplą w morzu innych, tak samo nic nieznaczących egzystencji.

   Od tego smutnego przekazu odrywają delikatnie medytacje i dialogi wewnętrzne Wokulskiego w Skierniewicach. Tu człowiek jest siłą, a jego istnienie przeżyciem i doświadczeniem.  Czerpie on ze swojego trwania, przez co staje się wyższym bytem. Pomimo tego, że przynosi mu ono żal i cierpienie, gra główną rolę na deskach teatru. Tak jak bohater sztuki Szekspirowskiej wznosi się i upada. W swoim pędzie za pragnieniami i szczęściem odwraca od siebie naturę, a podczas tej samej gonitwy staje się nieprzemijającym nienasyceniem. Jest on z jednej strony obiektem tragicznym, bo doznaje wielu rozczarowań, targają nim podniosłe plany sprzeczne z rozpaczliwymi wynikami, z drugiej zaś wybrańcem z niesamowitym darem. Wyraźnie widać, że człowieczeństwo definiują tu emocje, ambicje, czyny. Jednak, pomimo określonych mniej lub bardziej celów, działania tej postaci są nadal chaotyczne. Zachowanie dyktowane uczuciami powoduje, że porusza się ona w sposób nielogiczny, sprowadzając na siebie różne katastrofy. Kontrastem jest statyczna natura, która w końcu też by chciała wyjść na pierwszy plan. Pragnie powstrzymać człowieka, bo choć zrodzony z niej, nie panuje nad swoją mocą.

   Te dwa obrazy różni wiele rzeczy. Pierwszy ukazuje egzystencję pozbawioną sensu, która trwa w syntetycznych konwenansach. Ludzie tańczą i karmią się fałszywymi uczuciami, nie widząc przypadkowości kroków. W drugim pojawia się cień nadziei. Człowiek ma w  nim pewną siłę, życie to wulkan emocji. Jego istnienie jest ważne, bo jako jedyne aktywne. Te dwie kompletnie sprzeczne ze sobą, niczym twarze głównego bohatera, wizje splatają sięw  motywie uchwycenia egzystencji jako jako sceny, gry jednego aktora o dwóch rolach. Człowiek w swojej kreacji zachowuje się kompletnie destruktywnie, zakładając brudną maskę, a następnie pokazuje czystą twarz, chcąc dążyć do szczęścia, prawdy, miłości. Jego życie nie ma sensu, a on sam może go sobie nadać. Czasem pomimo tego, że działa niszcząco i przeżywa wiele złego, czerpie z tego wiedzę, swego rodzaju szlachetność. Dzięki syntezie dwóch wyobrażeń okazuje się, że fenomen ludzkiego życia polega na jego tajemnicy i dwoistości.To wielki paradoks, którego nigdy do końca nie można określić.

    B. Prus w swoim utworze zawarł filozoficzną ideę istnienia jako gry aktorskiej. Ujmująco subtelnie wplótł tę myśl w losy i oblicza swoich bohaterów. Człowiek na scenie życia, wbrew byciu postacią główną jest nieokreślony. Jego ruchy są dla niego ważnymi krokami -przeżyciami, emocjami, grą, natomiast z perspektywy stają się zaledwie igraszką, elementem dziecięcej zabawy. Każda figura pojawia się i formuje, wyłaniając z obłoku tajemnicy i w takim też kłębowisku dymu wysadzonych gruzuów znika. To fenomenalny byt, który trudno określić, bo gdy staniemy bliżej, wciągnie nas w swój emocjonalny chaos, lecz kiedy odejdziemy dalej, rozśmieszy tylko zmieniając w lekceważących go widzów.

 

                                                                                    Karolina Konopacka

 

 

                      

                        fot. Piotr Komorowski "Theatrum mundi"

 

                   

                       Edyta Kalicka "Marionetki"



komentarze (0) | dodaj komentarz

"Co to jest człowiek?"

czwartek, 08 maja 2014 13:23

 

Jak już trzeba się o coś potknąć w życiu, najlepiej, żeby to był kamień filozoficzny, a nie byle jaki głaz... Ten stary, dobry Prus! Jak on wiele i głęboko rozumiał, choć nie wszyscy jego rozumieli, zarzucając, że fatalnie skomponował "Lalkę" i czytelnik gubi się w powieści jak w lesie. Autor ripostował nader roztropnie, że nie o las chodzi, ale o pojedyncze drzewa... Istotnie, umieć je dostrzec, to jest sztuka największa, kto wie, czy nawet w gąszczu powieści

(i życia!) nie najważniejsza...

 

Daniel Olczak - w lesie się nie zgubił. Zachęcam do lektury jego pracy, która jest ciekawą i bardzo dojrzałą próbą odczytania skomplikowanej warstwy filozoficznej powieści Prusa. Gratuluję interpretacyjnej śmiałości i czujności.

 

         Odwieczne pytania zadawane od tysięcy lat. Kim jest człowiek? Dokąd zmierza? Jaki jest jego cel? Dlaczego wciąż do czegoś dąży i nieustannie pragnie? Odpowiedzi udzielało już wielu i tyle ich powstało, ilu było autorów tych dywagacji. Próby rozwikłania zagadki – „ Co to jest człowiek?” podjął się na stronicach „Lalki” Bolesław Prus. Wśród licznych rozważań głównego bohatera spowodowanych miłością, rozterkami, rozczarowaniami pisarz ukazuje własny fenomen ludzkiej egzystencji. Autor powieści zawiera go w mnogości odczuć, doznań, cierpień wątpliwości, jakich człowiek doznaje przez całe życie. Dla Prusa człowiek żyje, aby pragnąć, cierpieć i czuć.

            W czasie rozważań Wokulskiego na skierniewickiej stacji rodzi się niezwykła, swoista „przypowieść” o kamieniu. Istota stała się człowiekiem, kiedy dano jej możliwość generowania uczuć. Bez tego człowiek byłby jak kamień. Zimny, nieczuły mógł stać się wszystkim. Wspaniały dar obrócił się jednakże przeciw niemu. Człowiekowi tak bardzo zazdroszczono emocji, że świat się o nie upomniał zażądał, by z powrotem stał się zimnym kamieniem. Wspaniały i zarazem gorzki obraz ludzkiej drogi. Przez setki lat ludzie starali się doskonalić świat ducha, uczuć i empatii, by na końcu tej drogi stwierdzić, iż należy się tego wyzbyć, zawrócić. A jednostki, które pomyślą inaczej, zdusić oraz stłamsić. Prus skupia swą uwagę na takich właśnie przypadkach. W nich upatruje fenomen ludzkiej egzystencji. Z zaciekawieniem patrzy na tych, którzy za nic w świecie nie chcą oddać swego człowieczeństwa. Jednostki takie jak Wokulski mają świadomość, że utoną w rozpaczy, jeśli oddadzą możliwość kochania, a wiedzę o świecie i ludziach zamkną w laboratoriach, zamiast w sercu.

         Prus brutalnie zestawia dwa światy – kamieni i ludzi. Ukazuje to scena, w której główny bohater spaceruje po śmietniku na Powiślu. Wegetacja i czekanie na śmierć zderzają się tam ze świadomością życia i pragnieniami. Wśród pijaków i żebraków dominuje bierność, którą człowiek może odczuwać, lecz robi to świadomie. Oni zaś nie są świadkami życia. Próbują przetrwać z dnia na dzień, ale nie robią nic, by zmienić swoje położenie. Człowiek musi działać, gdyż w działaniu jest jego istnienie. Bierność to śmierć.

          Wokulski podczas swych licznych podróży spotyka się z różnymi ludźmi. Zwraca uwagę na to, co czyni ich życie sensownym. Geist i Ochocki oddają się nauce, panna Izabela strojom i salonom, Suzin dba o pieniądze. A Wokulski? Wszystkie dobra i zaszczyty tego świata traktuje z właściwym sobie dystansem. One mają być tylko pomocą. Prawdziwy sens kreuje się przez uczucia. Maksyma Wokulskiego: „Wszystko dla niej”, jest tego najlepszym dowodem. Majątek i sława nie są celem samym w sobie, lecz narzędziem, które skłoni tę jedyną, aby go pokochała. Inną kwestią jest pytanie, czy to rozważne wierzyć, że pieniądze rozbudzą szczerą miłość, ale tok myślenia właśnie taki jest. Cel istnienia zamknięty w lawinie uczuć i namiętności może spalić nierozważnych. Bogdan Olewicz w jednej ze swoich piosenek napisał: „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym.”. Wokulski zostałby pokonany na stacji w Skierniewicach, gdyby nie dobro, które do niego wtedy wróciło. Choć ten wir uczuć to sedno ludzkiego bytu, według Prusa, nie można zatopić się w nim bezgranicznie. Rozum od czasu do czasu winien mieć prawo szepnąć słówko.

            Człowiek w zamyśle Bolesława Prusa to burza uczuć, namiętności i doznań. Do tego został stworzony. Ma kochać i myśleć, bo to czyni go różnym od zimnych kamieni.  Fenomen i sens ludzkiej egzystencji zamyka się właśnie w tym przeświadczeniu. Człowiek bez uczuć jest niczym.  Musi go cechować świadomość, gdyż inaczej bierność, świat i półśrodki w dążeniu do szczęścia zniszczą go i rzucą na wysypisko wieczności z innymi niepoprawnymi marzycielami. 

 

Dodatek specjalny, taki "apropos" do przemyślenia, bo tego nigdy za dużo:) Wiersz W. Szymborskiej "Pukam do drzwi kamienia".

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

Romantyk radzi, jak nie zostać przetrwalnikiem samego siebie.

sobota, 22 marca 2014 13:33

 

Miłość to niezwykła, duchowa moc, bez której nie można żyć. Jest niezaprzeczalnie konieczna. Bez niej nic nie ma sensu, a życie staje się jedynie pustą egzystencją – człowiek wytwarza własną formę przetrwalnika, która je, śpi, funkcjonuje, ale nie potrafi być szczęśliwa. Brak mu chęci do życia, motywacji  do pracy nad sobą. Miłość jest potrzebna każdemu. To uczucie uskrzydla, wprowadza w sacrum. By serce biło szybciej, potrzebne jest znalezienie jedności ducha. Coś niezbadanego i  mistycznego łączy wówczas dwie bratnie dusze w jedną. Prawdziwa miłość nigdy się nie kończy, nawet gdy jedno z dwojga odchodzi. Przeżywa się ją tylko raz i nie ma szansy na znalezienie tego samego uczucia u innej osoby .

                                                                   

                                                                          Aleksandra Pęchorzewska

 

 

- Można w trzech słowach opisać miłość?

- W trzech? Od kilkudziesięciu lat staram się ją opisać. Na papier przelałem miliony słów, a nadal nie czuję, żebym podołał temu zadaniu. Trzy słowa… Nie, to niemożliwe.

- Co jest istotą miłości?

- Ja to nazywam szałem. To ten moment, w którym nagle nie liczy się nic, bo tak naprawdę istnieje  wtedy tylko jedna osoba – ta idealna, dla której zrobimy wszystko, a jednocześnie boimy się podejść do niej o krok bliżej.   

- Pięknie powiedziane. Jak Pan myśli, skąd się to bierze?

- Trudne pytanie, poproszę o inny zestaw (śmiech). Wydaje mi się, że jest to kwestia instynktu, ale nie tego zwierzęcego, o którym trąbią naukowcy, tylko instynktu duszy.

- ???

- Wszyscy ludzie mają w sobie tak naprawdę półtorej duszy. Tą dodatkową połówką jest tęsknota. „Nadwyżki” te kompletnie różnią się między sobą i pragną czegoś innego. To, czego szukają, mogą znaleźć tylko w duszy drugiego człowieka. Łącząc się w tym idealnym spoiwie ludzie uzyskują trzy dusze i przekazują ten naddatek w bieg czasu. Właśnie przez tęsknotę szukamy.

- Czyli nie ma tu mowy o chemii albo też o wspaniałym dopasowaniu genetycznym?

- Gdyby tak było, na świecie żyłbym wśród tych skazanych na wieczną samotność (śmiech).

- Nie wierzy Pan w odkrycia naukowe?

- Wierzę i cenię je, ale nie wszystkie. Ufam, że istnieje coś ponad to. Coś, czego człowiek nie będzie mógł odkryć jeszcze przez długi czas.

- Dlaczego jest to teraz, według Pana, niemożliwe?

- Ponieważ naukowcy zgubili już wątek i człowieczeństwo w swojej skomplikowanej terminologii. Nie dostrzegają magii w tylu zwykłych, spontanicznych chwilach.

- Jakie magiczne momenty ma Pan na myśli?

- Stan zakochania. To najwspanialszy okres życia. Ciało ludzkie wymyka się wtedy książkowym regułom. Chorzy zdrowieją, słabi podnoszą samochody, a silni i mocni boją się ruszyć. Tak ciało staje się mową duszy, której nie ujrzymy pod mikroskopem.

- Czyli naukowcy nie powinni badać miłości?

- Tego nie wiem. Nikt im raczej tego nie zabroni, ale jestem pewien, że dopóki nie wyrzucą schematów ze swoich głów, mogą odkryć tylko symptomy, a nie istotę miłości.

- W takim razie, kto powinien rozwikłać tajemnicę miłości?

- Jak to kto?! Poeci! (śmiech)

 

                                                                               Karolina Konopacka

 

 

Próba uchwycenia fenomenu miłości, która budzi duszę ze snu – A. Canova „Amor i Psyche”

 

 

 

 



komentarze (0) | dodaj komentarz

A jednak "niepokonani przez czas..."

sobota, 08 marca 2014 18:12

 

Święci - parenetyczne wzorce, kultowe postacie, bohaterowie zbiorowej wyobraźni w epoce średniowiecza zasłuchanej  w hagiograficzne legendy. A dziś? Myślę, że cały czas warto się przyjaźnić z mądrymi i dobrymi ludźmi. Nawet jeśli już nie żyją...

Zdaje się, że Jagoda Haremska z 1b podziela to przekonanie.

 

Święty Augustynie!

 

Przyszło mi żyć w czasach, w których z łatwością zapomina się o Bogu. Trudno więc wyobrazić sobie, że ktokolwiek pamięta o Tobie. Nawet jeśli Twoją myśl studiują filozofowie czy filolodzy, to czy obchodzi ich jedynie naukowe podejście do tego, co po sobie zostawiłeś, czy naprawdę fascynują ich Twoje słowa? Chciałabym, żebyś wiedział, że ja nigdy nie zapomnę, ponieważ między innymi dzięki Tobie uczę się każdego dnia najważniejszego zadania domowego w życiu, uczę się kochać. Byłeś teologiem, filozofem, doktorem Kościoła, dziś jesteś świętym, choć dopiero po jakimś czasie nawróciłeś się na wiarę katolicką. Dzięki temu udało Ci się odkryć, że zło nie jest naturą człowieka oraz, jak napisałeś w Kazaniu 55, że to miłość  jest czystym dobrem, nie posiadającym w sobie pierwiastka zła.

Czytałam Twoje ,,Wyznania”, wiesz? Byłeś niezwykle odważnym człowiekiem. Nie jestem pewna, czy mnie udałoby się opowiedzieć całemu światu o tym, co kryje się w moim sercu, jak bardzo wierzę w Boga i jak wielką rolę odgrywa w moim życiu miłość. Chciałabym, ale trochę się boję. Z drugiej strony, czy ten list nie jest dobrym początkiem takiego wyznania? Napisałeś, że trudno jest mówić o Bogu, gdyż nie jesteśmy w stanie objąć go swoim rozumem, a później dodałeś: „Lecz biada, jeśli się o Tobie milczy! Choćby najwięcej wtedy mówił człowiek, niemową jest.” To bardzo piękne słowa. Ja też uważam, że bez Boga, czyli bez miłości, nic nam się w życiu nie uda, przynajmniej mnie się nie udaje. „Człowiek jest tyle wart, ile jest w stanie kochać.” - pisałeś. Uwielbiam Twoją filozofię miłości. Jestem bardzo wrażliwą osobą, większość moich myśli orbituje wokół tej niezwykłej tajemnicy, jaką jest miłość. Uważam, tak jak Ty, że jest ona „ozdobą duszy, jest jej pięknem”. Niestety, jak już wspomniałam, bardzo wielu ludzi zapomina o niej. Nie wiem, skąd u mnie to ogromne pragnienie miłości, czasem myślę, że chcę jej aż za dużo. Ale przecież miłość nie ma granic, sam wiesz, dlatego warto od niej wymagać nieskończoności, prawda?Chciałabym na koniec przyznać Ci się do czegoś. „Miłość to wybór drogi miłości i wierność wyborowi” - to słowa, które są dla mnie bardzo głębokie. Wybieram miłość w swoim życiu każdego dnia i choć nie udaje mi się zawsze nią żyć, to uczę się jej codziennie. Dziękuję, że dzieliłeś się swoją wiedzą z bliźnimi. Wiedz, że ja nigdy Cię nie zapomnę, a już na pewno nie zapomnę o tym, by kochać drugiego człowieka.

                                                                                  Jagoda

 

       

 

Powracające fale myśli, pytań i rozterek... Kto szuka i dopytuje, ma szansę znaleźć i nie zbłądzić.

                                                              



komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 18 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  38 312  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Ulubione strony

"Przydasie"

A to ciekawe

Animacja

Do posłuchania

Film ikonograficzny

Kocham teatr

Między słowem a obrazem

Rok Czesława Miłosza

Rok Janusza Korczaka

Zabawy literackie

Informacja

Klub Zdziwionego Humanisty działa w LO im. H. Sienkiewicza we Wrześni od września 2009 roku - zob. O nas. Skupia ludzi twórczych, którzy lubią się dziwić nieoczywistością świata i chc...

więcej...

Klub Zdziwionego Humanisty działa w LO im. H. Sienkiewicza we Wrześni od września 2009 roku - zob. O nas. Skupia ludzi twórczych, którzy lubią się dziwić nieoczywistością świata i chcą o tym mówić.

schowaj...

Statystyki

Odwiedziny: 38312
Wpisy
  • liczba: 190
  • komentarze: 20
Galerie
  • liczba zdjęć: 84
  • komentarze: 2
Bloog istnieje od: 2875 dni